Gdy Mateusz zrobił kurs w szkole jazdy z Poznania, od razu zasiadł za kółkiem jako kierowca zawodowy, aby zarobić na wyjazd do Singapuru. W końcu udało mu się uciułać konkretną kwotę, za którą kupił bilet do Miasta Lwa, czy — jak wolą zgryźliwi — Miasta Zakazów…
Chociaż chłopak wiedział, że Singapur jest nowoczesnym miastem, bardzo bezpiecznym, gdzie przestępczość jest bliska zeru, to od pierwszego postawionego kroku na kontynencie azjatyckim ogarnął go dziwny niepokój. Czuł pod skórą, że wydarzy się coś złego, ale jeszcze nie wiedział, jakie nieszczęście go nawiedzi.

Przenieśmy się do roku 2010 — relacjonuje szef szkoły jazdy z Poznania — kiedy to równolegle do OSK powstała firma „Travel Prawko”, obecnie znana jako „BUS S LINE”. I tak, prowadząc Ośrodek Szkolenia Kierowców „PRAWKO”, początkowo mieliśmy do dyspozycji tylko jeden autokar, który postanowiliśmy równolegle wykorzystać do świadczenia usług przewozu osób.

Chociaż szef szkoły jazdy „Prawko” z Poznania już nie raz odbywał podróż do USA, to tym razem przeżył coś, czego nigdy wcześniej nie doświadczył. Była to niezwykła przygoda, która może stanowić inspirację w przełamywaniu barier dla kursantów naszego ośrodka.
Na czym polega wyjątkowość tego wydarzenia? Zacznijmy od początku…

Bardzo ciekawym doświadczeniem — relacjonuje szef szkoły jazdy z Poznania — jakie zdobyłem w 2018 roku, była podróż do Rosji. Wprawdzie był to tylko obwód kaliningradzki (obecnie królewiecki), o którym wielu Rosjan mówi, że to nie jest prawdziwa Rosja, więc do dzisiaj nie jestem pewien, czy poruszałem się po drogach Rosji, czy też nie.
Jeden z moich stałych klientów, którego do dziś obsługuje moja firma transportowa BUS S LINE, wpadł na pomysł, aby zorganizować wycieczkę do ówczesnego Kaliningradu. Już samo planowanie podróży wzbudzało bardzo wiele emocji, ponieważ nikt z naszej grupy nie wiedział, czego możemy się tam spodziewać.

Już nie raz na blogu szkoły jazdy „Prawko” z Poznania prezentowaliśmy historie dzielnych kierowców z Polski. Nie inaczej będzie dzisiaj. W tym celu przeniesiemy się do Belgii, gdzie rozegrała się wstrząsająca historia na tamtejszym moście nad rwącą rzeką Leie…
30-letnia Nathalie jechała swoim oplem astrą, wioząc dwóch pasażerów. Pierwszym z nich była dziewczynka, którą nosiła pod sercem w szóstym miesiącu ciąży. Drugim był trzylatek, który siedział na tylnej kanapie i grymasił, czym rozpraszał swoją mamę.
Strona 1 z 2