
Chociaż szef szkoły jazdy „Prawko” z Poznania już nie raz odbywał podróż do USA, to tym razem przeżył coś, czego nigdy wcześniej nie doświadczył. Była to niezwykła przygoda, która może stanowić inspirację w przełamywaniu barier dla kursantów naszego ośrodka.
Na czym polega wyjątkowość tego wydarzenia? Zacznijmy od początku…
Otóż od kilku lat nasz ośrodek „Prawko” współpracuje z poznańską Fundacją Inicjatyw Społecznych i Rozwoju Przedsiębiorczości. Działamy na wielu obszarach, organizując między innymi transport dla osób ze szczególnymi potrzebami (w tym seniorów oraz osób z dysfunkcjami). Szkolimy także w zakresie prawa jazdy osoby z niepełnosprawnościami, wśród których znajdują się podopieczni fundacji. Oprócz tego prowadzimy dla nich spotkania i szkolenia z zatrudnionymi przez nas psychologami.
Jak się okazało, FISiRP ma także szerokie kontakty międzynarodowe nie tylko w Europie (Unia Europejska), ale także za oceanem. W ramach tej współpracy otrzymaliśmy zaproszenie na spotkanie z Kenem Kunkenem, który po tragicznym wypadku na boisku, jako pierwsza osoba z niepełnosprawnościami ukończył Uniwersytet Cornella. Później pracował jako doradca ds. rehabilitacji zawodowej, a przez ponad 40 lat jako asystent prokuratora okręgowego w hrabstwie Nassau. Spotkanie z tym niezwykłym człowiekiem było głównym celem naszej wyprawy oraz źródłem niekończących się inspiracji.
Podróż odbyliśmy drogą lotniczą. Wśród naszego kameralnego, 14 osobowego grona wszystkie osoby w jakiś sposób były i nadal są powiązane z fundacją, realizując wspólne projekty. W grupie znalazła się m.in. Maria poruszająca się na wózku inwalidzkim, której historię już opisaliśmy na naszym blogu w artykule wyjaśniającym kwestię prawa jazdy dla osób z niepełnosprawnościami.
Oczywiście w naszym przypadku interesowały nas przede wszystkim możliwości podróżowania różnymi środkami lokomocji, w tym własnymi autami specjalnie do tego przygotowanymi przez osoby z niepełnosprawnościami.
Jeśli chodzi o podróż samolotem, należy wcześniej zgłosić fakt, że jednym z uczestników będzie osoba z niepełnosprawnościami. Pasażer ma wtedy zapewnioną opiekę asystenta przed wejściem na pokład samolotu i po wylądowania na lotnisku. Tę funkcję sprawuje pracownik portu lotniczego.
Dla Marii była to pierwsza tak długa podróż samolotem. Dziewczyna była wręcz przekonana, że podczas lotu nie będzie mogła skorzystać z toalety. Już kilka godzin przed podróżą w zasadzie nie jadła i nie piła, tak aby wytrzymać długą podróż. Jednak po rozmowie z obsługą samolotu okazało się, że takiego problemu nie było, a personel (w tym przypadku polskiego LOT-u), jak najbardziej był na to przygotowany.
Po wylądowaniu na lotnisku JFK w Nowym Jorku postanowiliśmy przemieszczać się środkami komunikacji miejskiej, w tym: kolejką, metrem, autobusem i innymi. Bardzo szybko okazało się, że nie wszystkie przystanki metra są przygotowane i wyposażone w windy, toteż musieliśmy Marię poruszającą się na wózku wciągać po schodach lub pomagać jej z nich zjeżdżać.
Nauczyliśmy się także przemieszczać z Marią w górę lub w dół ruchomymi schodami, co faktycznie było dużym wyzwaniem. Dziewczyna naprawdę znosiła to bardzo dzielnie. Jak zwykle uśmiech nie schodził z jej twarzy od samego rana do późnego wieczora, a z ust tryskały słowa dające nadzieję: „Niepełnosprawność nie istnieje, chcieć znaczy móc!”.
Maria nigdy nie narzekała na kapryśną deszczową pogodę, co każdego motywowało do poznawania ukrytych i ciekawych zakamarków Manhattanu. Dziewczyna bez najmniejszego grymasu zmęczenia i utyskiwania na warunki pogodowe dotrzymywała tempa. Nie dawała po sobie poznać, żeby była zmęczona, znużona, zziębnięta lub z czegokolwiek niezadowolona.
Po kilku przejazdach metrem udało nam się rozwiązać zagadkę udogodnień dla osób z niepełnosprawnościami. Przy niektórych przystankach na tablicach informacyjnych (np. bezpośrednio w wagonie pociągu) były ikony wózka. Wskazywały one gdzie były windy, które ułatwiały przemieszczanie się osobom z niepełnosprawnościami.
Zdarzało się, że przystanek obsługiwał osoby z dysfunkcjami tylko w określonych godzinach, np. między 8 a 16. Na Manhattanie bardzo często stacje były powiązane bezpośrednio z budynkami (np. konkretnych instytucji), do których można było dojechać metrem. Zatem dojazd osób z niepełnosprawnościami okazywał się możliwy tylko w godzinach funkcjonowania danego gmachu.
Nie napotkaliśmy też problemu z przemieszczaniem się po chodnikach miasta. W zasadzie na każdym skrzyżowaniu były obniżone krawężniki, dostosowane do osób poruszających się na wózkach. Jeśli chodzi o korzystanie z taksówek, bardzo wiele z nich miało do tego celu specjalnie przystosowany wjazd do środka przez tył pojazdu. Nie było nawet problemu w przypadku, gdy chcieliśmy skorzystać z riksz rowerowych w Central Parku. Po prostu wózek oddaliśmy do depozytu na czas wycieczki.
W trzecim dniu wycieczki zostaliśmy ugoszczeni w domu państwa Kunkenów na Long Island. Ken nie tak dawno wydał autobiografię, dokumentując w niej wyzwania związane z niepełnosprawnościami. Na kartach książki nie tylko opisał swoje życie, ale także zmagania z barierami architektonicznymi, z jakimi przyszło mu się mierzyć po utracie pełnej sprawności zarówno na studiach, jak i w pracy czy na ulicy.
Nasze odwiedziny wypadły akurat po powrocie Kena i Anny z tournee po USA. Ponad 7000 mil przebyli własnym samochodem, aby promować wspomnianą książkę. Pojazd państwa Kunkenów został przygotowany tak, aby Ken mógł przez boczne drzwi wjechać do środka zajmując pozycję pasażera obok kierowcy, nadal korzystając ze swojego wózka. Podłoga wozu została specjalnie do tego celu obniżona oraz wzmocniona, co umożliwiło zamocowanie ciężkiego i wysokiego wózka elektrycznego. Samochód miał też specjalne miejsce mocowania wózka, które zapewniało bezpieczną i komfortową podróż. Pomimo tego, że widzieliśmy wiele rozwiązań modernizacji pojazdów związanych z podróżowaniem osób z niepełnosprawnościami, tego typu innowację mogliśmy oglądać po raz pierwszy.
Państwo Kunkenowie wraz z dwoma synami Jimmym i Timmym bardzo mile i serdecznie nas przyjęli i ugościli. W przyjacielskiej atmosferze spędziliśmy kilka godzin. Omawialiśmy wyzwania dnia codziennego osób z niepełnosprawnościami, ich aktywizację, pracę czy komunikację. Rozmawialiśmy także o wszystkim i o niczym, jak to często bywa wśród bliskich krewnych i znajomych.
W czasie naszej rozmowy skupialiśmy się na różnicach pomiędzy Polską a USA w tym zakresie. Przez te kilka godzin, które spędziliśmy z całą rodziną Kena, naprawdę poczuliśmy się jak bardzo bliscy sobie ludzie. Początkowo myśleliśmy, że w Ameryce wszystkie problemy związane z przemieszczaniem się przez osoby z niepełnosprawnościami zostały już pokonane. Niestety okazało się, że pomimo dostępu do najnowocześniejszych rozwiązań technologicznych było jeszcze bardzo wiele do zrobienia.
Wydawałoby się, że skoro Ken — władając zaledwie jeną ręką w niewielkim zakresie oraz głową — z powodzeniem przemieszcza się wózkiem elektrycznym, to też z sukcesem mógłby poruszać się samodzielnie samochodem. Niestety rzeczywistość okazuje się trochę bardziej skomplikowana. Biorąc pod uwagę duży rozwój samochodów autonomicznych, wydawałoby się to już możliwe. Jednak za rozwojem technologii nie nadążają przepisy legislacyjne, na które często czeka się długimi latami. Niestety pomimo zdobyczy technologicznych osoby z dysfunkcjami często potrzebują pomocy innych.
Żyjemy w niezwykłych czasach. Na własne oczy widzimy samochód, do którego samodzielnie może wjechać osoba na wózku. Wielokrotnie czytamy i słyszymy o pojazdach autonomicznych, które poruszają się po drogach bez kierowcy. Połączenie tego w jedną całość oraz prawne umocowanie w przepisach mogłoby w dużej mierze ułatwić życie osobom ze specjalnymi potrzebami.
Dlaczego ta podróż do USA była wyjątkowa? Niewątpliwie za sprawą niezwykłych ludzi. I tak pierwszym cudem byli Ken i Anna Kunken. Dzięki nim poczuliśmy się jak alpiniści, którzy zimą zdobyli Mount Everest i przed ich oczami roztoczyły się oszałamiające widoki możliwości. Ken napisał w swojej książce między innymi o tym, jak trudno przemieszczać się będąc osobą z niepełnosprawnościami. Jest on dla nas niekwestionowanym bohaterem, który udowodnił ile można osiągnąć i jak pozostać wartościowym człowiekiem, pomimo swoich ograniczeń. W rodzinie Kunkenów nie mniejszym herosem jest Anna. Nie tylko wspiera męża każdego dnia, ale także razem z nim dźwiga ciężar jego niepełnosprawności i dodaje mu wiatru w żagle.
Drugim cudem naszej podróży za Ocean była niezłomna Maria, która także dowiodła, że można żyć, pracować, podróżować z szerokim uśmiechem na co dzień. Ta dziewczyna udowodniła, że — parafrazując jej słowa — „Niemożliwe nie istnieje, chcieć znaczy móc!”. Niech jej motto pozostanie dla naszych kursantów inspiracją do dzielnego zmagania się z wyzwaniami, jakimi są kurs w szkole jazdy „Prawko” z Poznania i egzamin w WORD-zie…
Z racji tego, że prawdopodobnie ten artykuł przeczyta Anna Kunken, która biegle włada językiem polskim, pozwolimy sobie na małą dygresję… Otóż serdecznie dziękujemy Annie i Kenowi za zaproszenie oraz miłe i uwznioślające, a także niezwykle sympatyczne przyjęcie nas w ich domu. Dziękujemy za pyszny poczęstunek, wspólne rozmowy oraz przesympatyczną atmosferę spotkania. Mamy nadzieję, że kolejne nasze spotkanie odbędzie się w Polsce, na które z góry zapraszamy…
Autor: Cezary Drozdowski
Redaktor: Maciej Bukowski
PS Oto, jak możemy Ci jeszcze pomóc: