
Janek już w wieku 18 lat odbył kurs na kategorię A oraz B w szkole jazdy z Poznania, gdyż od dzieciństwa marzył o przejeździe samochodem legendarną Route 66 przez USA. Pasjonowała go amerykańska motoryzacja oparta o wielkie auta z silnikami o ogromnych pojemnościach. Uwielbiał pojazdy kolosy, więc mając 20 lat poszerzył swoje prawko o kategorię C, C+E, a rok później także o D.
I tak pracując w jednym z poznańskich serwisów samochodowych, odkładał część swojej wypłaty na wymarzoną podróż za ocean. Tymczasem po godzinach przez dobre pięć lat szlifował angielski, aby poradzić sobie w czasie upragnionej wyprawy. W końcu będąc 24-latkiem, był już gotowy na podbój Dzikiego Zachodu…
Przyłączył się do niego kolega. Chłopacy kupili bilety na samolot, zapakowali walizki, zdalnie wynajęli samochód i ruszyli w nieznane. Oczywiście wybór pojazdu musiał paść na Dodge'a RAM 1500, kryjącego pod maską 420 KM. Strażnik Teksu nie powstydziłby się takiego wozu, którym Polacy zamierzali pokonać historyczną Route 66. O tej trasie wspomnieliśmy już w artykule o podróży do USA.
Przygodę zaczęli jakby od końca, bo od mola w Santa Monica, gdzie legendarna droga samochodowa kończyła swój bieg. Żal było stamtąd ruszać, ponieważ pejzaż przed nimi przedstawiał amerykański raj. Stojąc na molo, chłopacy zachwycali się bezkresem błękitnego oceanu. Linia brzegowa usiana była wysokimi palmami, a od północy wyłaniało się pasmo górskie.
Smutek minął, gdy ruszyli w trasę. Przemierzając prerię, czuli się jak samotni kowboje, którzy wolni i szczęśliwi jadą na swych mustangach. Każdy dzień przynosił wiele niespodzianek. Chłopacy nawet nie spostrzegli się, kiedy pokonali 4000 km i znaleźli się w Chicago, czyli na starcie słynnej drogi matki.
Janek był zachwycony nie tylko Ameryką, ale także samochodem, którym tę trasę pokonał. Dlatego po powrocie do kraju sprzedał swoje Audi, które utrzymywał w perfekcyjnym stanie, każdą wolną chwilę spędzając nad nim. Tymczasem zaczął się rozglądać nad wymarzonym RAM-em.
W końcu upolował niezły egzemplarz w dobrej cenie, ale po niewielkiej kolizji. Przystąpił do naprawy z pasją, ponieważ znał się na tym fachu. Zajęło mu to jakieś cztery miesiące. Kiedy już zasiadł za kółkiem, z uśmiechem przemierzał polskie drogi. Jednak jego radość nie trwała zbyt długo. Po jakimś czasie otrzymał list ze zdjęciem z odcinkowego pomiaru prędkości na autostradzie A2.
Jak wyczytał z treści, prędkość wskazana przez urządzenie wynosiła 156 km/h przy ograniczeniu 140 km/h. Chłopak z niedowierzaniem pokręcił głową. To nie miało prawa się stać, gdyż zawsze jeździł zgodnie z przepisami ruchu drogowego. Jakim więc cudem dostał ten mandat?
Zanim wyjaśnimy, jak do tego doszło, odpowiedzmy na pytania z nagłówka niniejszego artykułu.
Zacznijmy od tego, że w Polsce obecnie mamy bardzo rozbudowany system ograniczeń prędkości w zależności od dróg i pojazdów, jakimi się poruszamy.
Ile wynosi maksymalna prędkość dla samochodów o DMC do 3,5 t?
Ile wynosi maksymalna prędkość dla samochodów o DMC do 3,5 t z przyczepą?
Ile wynosi maksymalna prędkość dla aut ciężarowych powyżej 3,5 t w tym także z przyczepami i naczepami?
Ile wynosi maksymalna prędkość dla autobusów, które nie spełniają wymogów określonych w rozporządzeniu o warunkach technicznych pojazdu (tzw. TEMPO 100)?
Ile wynosi maksymalna prędkość dla autobusów spełniających wymogi określone w rozporządzeniu o warunkach technicznych pojazdu (tzw. TEMPO 100)?
Gdy weźmiemy pod uwagę liczbę ograniczeń i ich szczegółowość, możemy dojść do wniosku, że cały system jest nadmiernie rozbudowany. Z tej przyczyny wielu kierowców, także tych przybyłych z innych krajów UE bądź innych regionów świata często łamie przepisy, nie zdając sobie z tego sprawy.
Oczywiście nieznajomość prawa nie zwalania z obowiązku jego przestrzegania, niemniej jednak proste i zrozumiałe zasady dla wszystkich — najlepiej takie same w całej UE czy innych regionach świata — mogłyby poprawić szeroko pojęte BRD.
W naszym kraju nakłada się około 4,7 mln mandatów karnych rocznie za różne wykroczenia. Wśród nich są te za przekroczenie dopuszczalnej prędkości, których ilość wynosi około 3,3 mln. Sporą część z nich nakłada GDITD za sprawą rejestracji na różnego rodzaju fotoradarach.
Ze statystyk wynika, że najczęściej łamiemy przepisy związane z ograniczeniami prędkości. Wielu kierowców zastanawia się, czy istnieje limit legalnego przekroczenia prędkości bez konsekwencji karnych. Niestety, ale takiego limitu nie ma, ponieważ przekroczenie dopuszczalnej prędkości nawet o 1 km/h może zakończyć się nałożeniem mandatu w wysokości 100 zł i 1 punktu karnego.
Obecnie fotoradary rejestrują wykroczenia, jeżeli przekroczymy prędkość powyżej 10 km/h. W przypadku radarów mobilnych jest to margines rzędu 3 km/h, a w przypadku większych limitów prędkości: 3%.
W naszych pojazdach prędkościomierze także mają tolerancję pomiaru. W przypadku samochodów osobowych jest ona naprawdę bardzo duża. Zgodnie z normami UE pojazdy mogą zawyżać wskazania licznika maksymalnie o 10% plus 4 km/h. W praktyce oznacza to, że przy jeździe autostradą 140 km/h prędkościomierz w samochodzie może wskazywać 158 km/h.
UE nie dopuszcza, aby samochody zaniżały prędkość pojazdu, więc producenci przezornie często ją zawyżają i to znacznie. Oprócz tego na wskazanie prędkości mogą mieć wpływ przykładowo opony. W tym przypadku nie tylko rozmiar, ale także ich zużycie zmieni wskazania prędkościomierza. Jadąc z włączoną w aucie nawigacją, przykładowo używając CarPlay czy Android Auto, oznaczenia prędkości są zupełnie inne. W tym przypadku na pewno wskazania na mapie przy wykorzystaniu GPS-a są dokładniejsze.
Chcąc wykazać różnice, powróćmy do historii Janka. Otóż ucząc się w szkole i interesując motoryzacją, chłopak wiedział o normach zawartych w regulaminie EKG ONZ r 39. Najczęściej licznik jego Audi nieznacznie przekraczał prędkość, bo kierowca brał pod uwagę, że prędkościomierz zawyża wynik. Oznaczało to, że w rzeczywistości jeździł zgodnie z obowiązującymi przepisami.
Tymczasem zmieniając samochód na wymarzonego Dodge’a RAM-a z ponad sześciolitrowym silnikiem, nie wziął pod uwagę faktu, że w USA są inne, amerykańskie normy SAE i tolerancja jest zdecydowanie mniejsza. W przypadku aut zarejestrowanych w Stanach Zjednoczonych dokładność ta wynosi wprawdzie ± 4%, ale w rzeczywistości nie powinna przekraczać ± 1 mph przy prędkościach autostradowych.
W praktyce oznacza to, że w autach zarejestrowanych wcześniej w USA wskazania prędkościomierza odzwierciedlają rzeczywistą prędkość. Chociaż licznik przekraczał limit, chłopak był przekonany, że jedzie zgodnie z przepisami zważywszy na zawyżanie wyniku. Gdy odkrył jak się sprawy mają, oczywiście z pokorą przyjął mandat, który otrzymał za sprawą fotoradaru.
Wkrótce Janek zmienił wcześniejsze przyzwyczajenia, opierając się na wskazaniach prędkościomierza. Historia ta pokazuje też, że można wyprodukować auta z licznikami, które mierzą prędkość bardzo dokładnie. Jednak praktyka ta nie dotyczy samochodów przeznaczonych na rynek europejski.
Oczywiście nie oznacza to, że w czasie kursu w szkole jazdy z Poznania bądź egzaminu w WORD-zie można przekraczać dopuszczalne wartości na prędkościomierzu, gdyż może się to zakończyć niepowodzeniem.
Autor: Cezary Drozdowski
Redaktor: Maciej Bukowski
PS Oto, jak możemy Ci jeszcze pomóc: