
Już dwa lata wcześniej Przemysław wybrał się na kurs w szkole jazdy z Poznania, gdzie zrobił prawko kategorii B. Teraz, kończąc technikum samochodowe, postanowił założyć własny biznes. A że od zawsze interesowała go motoryzacja i bardzo lubił jeździć samochodem, więc jego wybór padł na branżę transportową. Musiał tylko zakupić bus z wyposażeniem i ruszyć w drogę.
Co prawda nie miał zbyt wielu środków na otwarcie firmy, ale jako osoba bezrobotna skorzystał z dotacji na działalność i udało mu się kupić swój pierwszy bus. Wybrał pojazd przystosowany do transportu, z miejscem do spania nad kabiną kierowcy, czyli z tak zwanym kurnikiem. Pomimo że samochód miał już 3 lata, a stan jego licznika wskazywał na przejechane niespełna 300 000 km, nie wymagał wielkich nakładów finansowych. Pozostało tylko zarejestrować się na giełdzie ładunków i można było zacząć działać.
Przemek chciał za wszelką cenę ograniczyć koszty, dlatego też sam szukał ładunków na giełdzie bez pomocy firm spedycyjnych. W drogę wyruszył zaraz po długim weekendzie majowym. Dzień był ciepły i słoneczny. Pierwszym zleceniem, które udało mu się pozyskać, był załadunek w Tarnowie Podgórnym, kilka kilometrów od jego domu. Podjechał tam o 6.00 nad ranem. Wszystko poszło sprawnie i już o 6.45 był w drodze do Madrytu, gdzie miał dostarczyć towar.
Była to wymarzona trasa, licząca prawie 2600 kilometrów. Natomiast sam ładunek był niewielki, bo stanowiła go jedna paleta o masie 250 kg. Jak mu przekazano, tak zwany towar fix miał być dostarczony najpóźniej w sobotę, do godziny 14.00. Był czwartek, a nawigacja pokazywała 24 godziny jazdy. Przemysław stwierdził, że najlepiej będzie pokonać tę trasę jak najszybciej, tak aby w piątek, o godzinie 14.00, zdać towar do magazynu przed jego zamknięciem oraz znaleźć nowe zlecenie na weekend.
Po zaledwie kilku godzinach jazdy okazało się, że dzień był wyjątkowo ciepły, a w jego samochodzie nie działa klimatyzacja. Na każdym, nawet krótkim postoju Przemek, zamiast odpoczywać, szukał kolejnego ładunku, który mógłby podjąć w piątek po południu. W efekcie udało mu się znaleźć ładunek około 100 km od Madrytu. Jego miejscem rozładunku był Sztokholm, a termin dostarczenia wyznaczono na wtorek, o 12.00.
Wszystko przebiegło bez zastrzeżeń i o 16.20 był już załadowany i gotowy do dalszej drogi. Oczywiście po przebyciu 2600 km i mając przed sobą kolejne 3350 km, musiał odpocząć. Po raz pierwszy postanowił położyć się w „kurniku” i przespać. Pomimo wielu godzin za kółkiem Przemek przespał tam tylko 3 godziny, ponieważ małe okienko, brak wentylacji i dający się we znaki upał sprawiły, że było tam nie do wytrzymania. Kierowca postanowił, że prześpi się nad ranem, ponieważ wtedy temperatura będzie znośniejsza i uda mu się odpocząć.
W końcu Przemek dotarł na miejsce i rozładował towar w terminie. Następnie podjął kolejny i kolejny i tak minęły prawie 2 lata. Przez cały ten czas niewiele przebywał w domu, a zmęczenie bardzo mocno dawało mu się we znaki. Pomimo ciężkiej harówki każdego dnia nie wyobrażał sobie innej pracy niż profesja kierowcy zawodowego.
Gdy jednak najpierw usłyszał o licencjach, a później o obowiązkowych tachografach, odniósł wrażenie, że grunt pali mu się pod nogami. Wtedy postanowił, że musi się przygotować do zmian. W tym celu zrobił sobie miesięczną przerwę, w czasie której wybrał się na kurs na kategorie C, C+E oraz kwalifikację wstępną, który odbył w OSK „Prawko”.
Jego szkolenie prowadzili instruktorzy z doświadczeniem w transporcie, z których pomocą zdał wszystkie egzaminy i poczuł wiatr w żagle, by ponownie ruszyć w trasę. Jednak po miesiącu spędzonym na kursie i odpoczynku we własnym łóżku nie mógł już się odnaleźć w pracy. Coraz częściej odczuwał zmęczenie i obawiał się o to, żeby nie spowodować wypadku z powodu skrajnego wyczerpania organizmu.
Czy Przemek uniknął katastrofy na drodze? O tym za chwilę. Najpierw omówmy kwestię tachografów oraz zmian w przepisach, które niebawem staną się faktem.
Tachograf to urządzenie, które rejestruje podstawowe dane kierowcy, takie jak: aktywność kierowcy (czyli czas jazdy), czas pracy czy czas odpoczynku. Oprócz tego rejestruje podstawowe parametry pojazdu, m.in.: prędkość, przebytą odległość, czas czy inne zdarzenia (przykładowo przekroczenie maksymalnej prędkości przewidzianej dla danego pojazdu czy wyłączenie zasilania).
Obecnie tachografy — z nielicznymi wyjątkami — muszą być zainstalowane w pojazdach i zespołach pojazdów powyżej 3,5 tony dopuszczalnej masy całkowitej (DMC) oraz w autobusach, czyli pojazdach o możliwości przewozu więcej niż 9 osób włącznie z kierowcą. Tymczasem szykuje się zmiana w przepisach. Otóż tachografy będą także obowiązkowe w busach od 1 lipca 2026 roku. Wymóg ten będzie dotyczył pojazdów o DMC przekraczającej 2,5 tony, które wykonują międzynarodowy transport drogowy lub przewozy kabotażowe.
Jakie wyróżniamy tachografy?
Zacznijmy od tego, że tachografy są obowiązkowe w Polsce od 1992 roku, gdy weszły w życie zapisy konwencji AETR. Następnie w 2006 roku zaczęto obowiązkowo instalować tachografy cyfrowe zamiast analogowych w nowo rejestrowanych pojazdach. Obecnie wymaga się, aby pojazdy w transporcie międzynarodowym były wyposażone w tachografy inteligentne generacji G2V2.
Tachograf przede wszystkim pozwala kontrolować czas jazdy, pracy i odpoczynku kierowcy. Jest to bardzo istotne i wpływa bezpośrednio na bezpieczeństwo ruchu drogowego. Te regulacje poprawiają także komfort kierowcy oraz wpływają pozytywnie na uczciwą konkurencję na rynku transportowym, ponieważ kierowcy w transporcie międzynarodowym podlegają tym samym regulacjom na mocy konwencji AETR. Ta konwencja reguluje zarówno czas pracy, przerw, odpoczynku, jak i prowadzenia pojazdów.
Jakie zasady obowiązują kierowców zawodowych zgodnie z konwencją AETR?
W związku z dość rygorystycznymi normami czasu pracy kierowcy zawodowego wyżej wymienione przepisy są bardzo często łamane, co pozwala na większą rentowność firm transportowych. Pomimo dużych kar z tym związanych wielokrotnie można przeczytać na portalach branżowych o pojazdach wyposażonych w specjalne wyłączniki tachografów, o jeździe na karcie innej osoby czy bez karty, na tak zwany out.
Wszystkie te nadużycia mają związek z tym, że wielu kierowców pomimo ustawowego zakazu jest wynagradzanych na podstawie przejechanych kilometrów. Dlatego też bardzo często zarówno kierowcy, jak i firmie transportowej się to po prostu opłaca. Pomimo licznych kontroli drogowych i ciągle rosnącej liczby pojazdów ciężarowych w wielu przypadkach udaje się uniknąć kary lub jest ona nieadekwatna do skali przekroczeń.
To wszystko stało się powodem wprowadzenia najnowszych tachografów G2V2. Dzięki nim służby kontrolne mogą zdalnie dokonać kontroli drogowej połączonej z kontrolą punktów poboru opłat drogowych i danych geolokalizacyjnych, co ma za zadanie spowodować nieuchronność kary dla nieuczciwych przewoźników i kierowców.
Dużym problemem dla firm transportowych są tak zwane busy, czyli pojazdy ciężarowe o DMC do 3,5 tony. Te pojazdy nie są obecnie objęte obowiązkiem wyposażenia w tachografy, a rejestracja czasów odbywa się na kartkach, co pozwala na wiele nadużyć. Oprócz tego busy do niedawna nie były objęte licencją transportową. Nierzadko przewożą ładunki cięższe, niż wynika to z dopuszczalnej ładowności pojazdów.
Tutaj także wynagrodzenie kierowców jest ściśle powiązane z liczbą pokonanych kilometrów, dlatego też kierowcy tych pojazdów pokonują znacznie ponad 1000 km każdego dnia, włącznie z sobotami i niedzielami. Rekordziści potrafią przejechać nawet ponad 40 tys. km miesięcznie. Busy są też wyłączone z zakazów poruszania, przykładowo w weekendy czy święta.
Ta sytuacja jest bardzo poważna i wpływa bezpośrednio na bezpieczeństwo ruchu drogowego. Toteż w przyszłym roku wprowadzone zostaną regulacje i obowiązek rejestrowania czasu za pomocą tachografów, co ma wpłynąć pozytywnie nie tylko na bezpieczeństwo, ale także na konkurencyjność firm.
Jak dobrze pamiętamy, Przemek przeżywał kryzys kierowcy. Jego wyczerpanie sięgnęło zenitu, co sprawiało, że zaczął się obawiać o życie swoje oraz innych uczestników ruchu. Dlatego po miesiącu od poszerzenia uprawnień zaczął rozglądać się za pracą w transporcie, ale tym razem w transporcie ciężkim.
Odpowiadając na ogłoszenia o zatrudnieniu kierowców, niemal natychmiast otrzymywał oferty pracy. Wybrał firmę, której siedziba mieściła się niedaleko Poznania i jego domu. Następnie zawiesił działalność gospodarczą, wystawił bus na sprzedaż i podjął pracę kierowcy TIR-a. Bardzo szybko się okazało, że branża nie jest mu obca, tylko ładunki trochę większe.
Największym zaskoczeniem dla Przemka był tachograf, którego tak bardzo się obawiał, prowadząc swoją firmę transportową. Jak się wkrótce przekonał, to właśnie tachograf pozwalał mu na normalny wypoczynek. Z jego pomocą po raz pierwszy od prawie 2 lat czuł się wypoczęty i wróciły mu chęć do życia oraz zapał do pracy.
W przerwach tygodniowych, które przyszło mu spędzić w trasie, starał się tak dobierać parkingi, aby zwiedzić zjawiskowe miejsca w różnych częściach Europy. Oprócz tego częściej bywał w domu, ponieważ jeżdżąc w systemie 2/1, co dwa tygodnie miał tydzień wolnego. Ponadto okazało się, że jego zarobki są na wyższym poziomie niż w czasach, gdy był na swojej działalności, w czasie której z własnej kieszeni ponosił koszty związane z eksploatacją, naprawą i wymianą pojazdów.
Największym plusem dla Przemka była jednak przestronna kabina ciężarówki z normalnym, dużym łóżkiem, klimatyzacją postojową, lodówką czy telewizorem. Dzisiaj Przemek już nie wyobraża sobie powrotu do jeżdżenia busami i pokonywania nawet po 1500 km dziennie, jak to miał w zwyczaju.
Tachograf, który spędzał mu sen z powiek i miał się okazać gwoździem do trumny jego biznesu oraz źródłem kłopotów finansowych, okazał się dla niego wybawieniem. Otóż podobnie jak szkoła jazdy „Prawko” z Poznania, całkowicie odmienił jego życie i spojrzenie na zawód kierowcy zawodowego.
Przemek zrozumiał, że takie regulacje jak wprowadzenie tachografów do wszystkich pojazdów wykorzystywanych w transporcie są bardzo potrzebne. Wielokrotnie opowiada o sposobach, jakie stosował, aby poradzić sobie ze skrajnym wyczerpaniem w czasie jazdy, i często powtarza, że było to zachowanie skrajnie nieodpowiedzialne i mogło doprowadzić do katastrofy. Przemkowi się udało, ale ile razy słyszymy, że kierowca z nieznanych przyczyn uderzył w inny pojazd, drzewo, przeszkodę na drodze itp. W wielu tych przypadkach powodem było po prostu zmęczenie…
Autor: Cezary Drozdowski
Redaktor: Maciej Bukowski
PS Oto, jak możemy Ci jeszcze pomóc: